poniedziałek, 18 maja 2015

Na kogo głosować ?

Polityka jest niczym innym jak sposobem osiągania własnych celów.
Odnosi się to zarówno do aktorów politycznej sceny ale również do społeczeństwa.
Choć mam wrażenie, że społeczeństwo dopiero się takiego postrzegania polityki uczy.

Do tej pory własne cele osiągało się w Polsce głównie paląc opony i paraliżując ruch w Warszawie.
Może czas przejść do bardziej wysublimowanych metod, którymi politycy posługują się od dawna.
To nie jest w końcu żadna wiedza tajemna.

Przede wszystkim pamiętajmy, że politycy to też zwykli ludzie, którzy tak samo jak przeciętny Kowalski czy Nowak boją się utraty posady i są w stanie bardzo wiele obiecać czy też zrobić by tę posadę utrzymać.
Zupełnie jak w przypadku każdego z nas... gdy przychodzi okres ocen w pracy, nikt się nie spóźnia, z chęcią nawet zostanie po godzinach, wydajnie pracuje całe 8 godzin bez zaglądania na Facebooka w czasie pracy... a gdy już przejdzie ocenę i wie, że nic już mu nie grozi... wszystko wraca do normy.

Porównując... przez 4 lata ledwie zgoliłem wąsa, haratałem w gałę kiedy się dało i jeszcze objadałem się ośmiorniczkami to w czasie kampanii gdyby już ktoś wcześniej nie wymyślił prochu to ja bym to zrobił w 3 godziny.

Skoro więc już to wiemy, pomyślmy co zrobić by osiągnąć swoje cele.

Jeśli zatem przez ostatnie 5 lat byłeś beneficjentem systemu władzy i żyło Ci się drogi obywatelu doskonale, a może nawet byłeś członkiem PO i żyło Ci się lepiej niż doskonale - naturalnym jest, że nie jest w Twoim interesie by zachodziła w tej kwestii jakakolwiek zmiana - wtedy niczym przy reformie (czyt. kradzieży kasy) OFE właściwie prawie nic nie musisz robić.
Nie myśl, nie analizuj... i w niedzielę 24 maja poprzyj Bronisława Komorowskiego.

Bronisław Komorowski
Jeśli jednak przez ostatnie 5 lat Twoje życie było w najlepszym wypadku pasmem zawiedzionych nadziei na jakąkolwiek zmianę w Polsce a w najgorszym czytasz teraz ten tekst w Londynie, to podpowiem Ci co możesz zrobić by zmienić coś w kraju.
Choć od razu zaanonsuję... może trochę boleć albo nawet być wstyd.

Pierwsza tura wyborów za nami,
Bronisław Komorowski miał ją wygrać w cuglach.
A przegrał.
I od minionego poniedziałku jesteśmy świadkami... istnego tygodnia cudów.
Nagle się okazuje, że można tyle zdziałać - m.in zrobić referendum w sprawach o które różne środowiska dobijały się latami,
Wprawdzie nadal da się usłyszeć, że na wiele rzeczy trzeba wziąć kredyt, ale ogólnie czuć w powietrzu zmianę.
A że ta zmiana strachem o utratę posady podszyta - to już insza inszość.
Cały czas pamiętamy, że polityka to sztuka osiągania celów.

Skoro zatem zależy nam na zmianach, a nie jesteśmy PiS-owskimi  ultrasami a la Macierewicz i jednak Andrzej Duda nie jest kandydatem z naszej bajki to możemy:

a) zagłosować za bliższego nam ideowo jowialnego myśliwego i strażnika naszej wolności (choć złośliwi pewnie powiedzą, że bardziej strażnika żyrandola) i dalej wkurzać się, że przez następne 5 lat nic się nie będzie działo.
albo
b) zacisnąć zęby, wygiąć w grymasie wstydu usta i zagłosować na prze-grzecznego pana doktorka prawa z Krakowa, którego poglądy są miliony lat świetlnych od naszych wiedząc jednocześnie, że to będzie jakaś zmiana, choć może On być nieprzewidywalny..

Andrzej Duda
A biorąc pod uwagę, że Prezydent w Polsce za wiele nie może, więc w drugiej turze wyborów warto zagłosować na Andrzeja Dudę... tylko dlatego, by dać Platformie porządnego kopa w sam środek ****, tak by mogła się obudzić z lenistwa w którym trwa od kilku lat i wzięła się do roboty przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.


Być może dla niektórych to zbyt pokrętna logika... ale pamiętajmy... polityka to jest sztuka osiągania celów - zwłaszcza tych długoterminowych.

piątek, 16 maja 2014

W czasie deszczu politycy się nudzą.

Dziś mocno pada, więc czas spojrzeć na deszcz z politycznego punktu widzenia.
Deszcz a polityka, czyli jak w czasie deszczu politycy się nudzą:


PO - zwołajmy radę kryzysową, zróbmy telekonferencję z wojewodami, Strażą Pożarną, Policją, lokalnym kółkiem gospodyń wiejskich, koniecznie transmitowaną przez tvn24 no i musowo wyślijmy premiera na jakieś wały (sprawdzić czy nie są to Wały Jagielońskie)

PSL - spokojnie, niech pada, jeszcze trochę napada, to wtedy wystąpimy o dopłaty, ekwiwalenty i nisko oprocentowane kredyty wyrównawcze, bo kwoty mlekowe się nie zgadzają, albo załamał się rynek skupu żywca albo powstała świńska górka przez ten deszcz

PiS - ten deszcz to wina Tuska !!!

Solidarna Polska - jeśli ten deszcz nie przestanie padać, zażądamy zmiany regulaminu opadów deszczu w Europie a jak to nie pomoże, to wyślemy tam Adamka i On inaczej porozmawia z Bogiem, Przemysłem i Kościołem


SLD - Dzień z Deszczem powinien być dniem wolnym od pracy

Twój Ruch - trzeba sprawdzić, czy w deszczu nie ukrywają się księża pedofile oraz czy deszcz leci na gejów, ale zanim to zrobimy, to zapalmy skręta...


Ruch Narodowy - to jest nasz polski deszcz i będziemy go bronić niech pada jak najdłużej, bo wszyscy wiemy co się robi na niebie jak deszcz przestaje padać


Polska Razem - my popieramy deszcz, bo wtedy ludzie siedzą w domach i się z nudów rozmnażają


Nowa Prawica - 100 lat temu deszcz był darmowy i utrzymywał się z niego robotnik, jego niepracująca żona i pięcioro dzieci a teraz murzyni z Afryki przyjeżdżają do nas po deszcz, trzeba zlikwidować deszcz, nie będą przyjeżdżać

-----------------
Uwaga dla KRRiT:
Powyższy tekst ma charakter satyryczny, i tylko tak powinien być odbierany.
W celu odnalezienia definicji satyry kliknij tu

wtorek, 6 maja 2014

Do Łodzi coraz dalej - czyli o tym jak moje miasto zostaje w tyle. Komunikacja

Z racji tego, że od jakiegoś czasu pracuję w Warszawie, łódzkie tematy docierają do mnie z lekkim opóźnieniem, a i ja mam niestety mniej czasu na pisanie na bieżąco komentarzy.
Choć PKP dba o to bym tego czasu miał coraz więcej systematycznie wydłużając czas podróży między Łodzią a Warszawą. Jeszcze chwilę i wprowadzą kuszetki na tej trasie :-)

Ktoś powie, że teraz zadzieram nosa, słoikuję czy coś w tym guście, ale trzy miesiące pracy w Warszawie i przyglądanie się temu miastu zmusza do refleksji jak daleko jest moja (?) Łódź.
I to pod każdym względem.

Komunikacja kolejowa:
Pociąg między naszymi miastami to jest chyba jakiś większy przekręt, żeby nie powiedzieć, że spisek.
No bo jak wytłumaczyć, fakt, że remont trasy kolejowej między Łodzią a Warszawą trwa już prawie dwa razy dłużej niż gdy tę trasę budowano za cara w XIX wieku.
A i tak wszystko wskazuje na to, że z zapowiadanych przed remontem 60-65 minut przejazdu między Łodzią a Warszawą nic nie wyjdzie. Prawdopodobnie skończy się na 90 minutach czyli tyle ile jechałem w połowie lat 90-tych na studia w Warszawie.

Autostrady:
Niby jest, niby można szybko dojechać... ale tylko do Strykowa.
Albo Zgierza.
Od kiedy pamiętam mówiło się o świetlanej przyszłości Łodzi, jako miasta które będzie leżało na przecięciu się dwóch najważniejszych autostrad w Polsce i jakie to z tego powodu profity na nas nie spłyną.
I co... jedna autostrada (A2) już jest, druga, tylko połowicznie (A1) ale Łódź coraz bardziej przypomina Chłodnicę Górską z rysunkowego filmu AUTA, gdzie autostrada spowodowała upadek miasta, bo wszyscy tylko przejeżdżają obok.
No przejeżdżają, bo wjechać do Łodzi nie ma jak.
Ja rozumiem, że wjazd przez malutkie i ciągle zapchane rondo w Strykowie to nigdy nie miał być główny wjazd do Łodzi... ale tak się składa, że jest... i to z górą od 5 lat.
Pomysłów na rozwiązanie sytuacji brak, a jak władza chciała rozbudować Strykowską do dwóch jezdni po dwa pasy, to się podniosło w Łodzi larum, że po co, na co i dla kogo te inwestycje.
Oczywiście sytuację rozwiązałoby powstanie A1 na odcinku od Strykowa do Tuszyna, który to odcinek miał być gotowy na Euro... 2012 !!!
Choć i tu należy zadać pytanie, skoro już ten odcinek powstanie, bo wszyscy w to głęboko wierzymy, że tak będzie, to jak dostaniemy się na tą wymarzoną autostradę ?
Ile dróg w samym mieście jest przygotowanych do wpięcia się w A1 ?
Gdyby ktoś nie wiedział to odpowiem - JEDNA
Ulica Rokicińska.
A... i gdyby ktoś pytał, czy popełniono przy projektowaniu, póki co jedynego wjazdu do Łodzi z autostrady, błąd w postaci ronda, to śpieszę z odpowiedzią.
TAK, popełniono i to podwójnie, jedno rondo na ulicy Józefiaka a drugie kilkadziesiąt metrów dalej na skrzyżowaniu Rokicińskiej i Malowniczej.
Drobna uwaga - to drugie rondo jest tak fatalnie zaprojektowane, że jeden skręcający TIR jest je w stanie zablokować.
Inne dojazdy:
* ulica Brzezińska - ciągle przepychanki i blokowanie inwestycji przez różnego rodzaju grupy lobbystyczne.
* Trasa Górna (etap 2) - obecnie w zawieszeniu, choć to w ogóle cud, że władze Łodzi miały na tyle determinacji by zdobyć się na przeforsowanie jej wybudowanie, bo krzyki ze stronny różnego rodzaju ruchów miejskich chciały zablokowania inwestycji (swoją drogą udało im się to z NowoTargową)

Podsumowując, autostrady będą, ale do miasta wjechać będzie mógł ten, komu będzie na tym bardzo zależało i postoi grzecznie w korkach.
Jakoś Warszawa potrafiła dochodzącą do Konotopy autostradę rozprowadzić po mieście i dość równomiernie rozłożyć ruch na kilkanaście wjazdów do miasta, Łódź pod tym względem dała ciała na całej linii.
No ale za to my mamy silne ruchy działające w obronie miasta przed samochodami, które skutecznie torpedują większość inwestycji drogowych.
Skończy się tym, że będziemy sobie po mieście jeździć w kółko (oczywiście na rowerach) bo ani obwodnicy nie będzie ani dojazdów do autostrad też nie będzie.
Świetlana przyszłość.

CDN...

środa, 19 lutego 2014

No i dostałem bana od marszałka.

Sprawa Złotego Biletu zatacza chyba coraz szersze kręgi.
Zauważyliście że skopiowany przeze mnie facebookowy wpis marszałka... zniknął.
Ja nie mogę go ani podejrzeć, ani nawet zerknąć na profil marszałka, bo prawdopodobnie mnie zablokował.
No cóż, jak widać władza, obojętnie kto ją sprawuje, bardzo nie lubi jak się jej wytyka błędy.
Nawet jeśli są to tylko błędy wizerunkowe.


wtorek, 18 lutego 2014

Marszałek chciał dobrze... szkoda, że wyszło jak zwykle.

Parę minut temu znalazłem to na facebookowym profilu marszałka województwa łódzkiego - Witolda Stępnia.


Post użytkownika Witold Stępień.


W pierwszej chwili pomyślałem - WOW, bardzo fajna akcja, by lokalnie uhonorować złotego medalistę z Soczi.
Wielkie nagrody dostanie od MKOl-u i pewnie od Ministra Sportu (też z województwa łódzkiego) czy nawet Premiera, ale my tu lokalnie zafundujemy mu Złoty Bilet na przejazdy Łódzką Koleją Aglomeracyjną.
Fajny pomysł.

Po chwili jednak dotarło do mnie co właściwie zobaczyłem.
I co to oznacza a przede wszystkim co będzie oznaczać w przyszłości.
No i jakie grzechy popełniono podczas tego zdawałoby się "odruchu serca".

Po pierwsze.
O przekazaniu Złotego Biletu pierwszy informuje na swoim facebookowym profilu marszałek a nie władze Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, co jasno i dobitnie pokazuje całkowite ubezwłasnowolnienie władz tej spółki, sprowadzonej do roli kolejnej agendy promocyjnej działań i pomysłów marszałka.
Nawet jeśli na pomysł Złotego Biletu nie wpadli ludzie z ŁKA a otoczenia marszałka, to jednak powinni oni pozwolić ogłosić tę wiadomość prezesowi tej firmy, oczywiście w towarzystwie marszałka.
A tak mamy sytuację, co marszałek (bądź jego otoczenie) każe to ŁKA posłusznie wykonuje.

Jaki z tego co napisałem powyżej płynie morał - ano taki, że w roku wyborczym w którym obecnie jesteśmy, wszystkie działania ŁKA, a przypomnijmy za ich stroną jakie one są:
Głównym celem Spółki jest zapewnienie efektywnej organizacji pasażerskiego ruchu kolejowego w regionie łódzkim oraz prawidłowe jego funkcjonowanie.
faktycznie schodzą na plan dalszy ustępując miejsca promocji marszałka i jego pomysłów.
Szczęśliwie, niektóre pomysły marszałka w kwestii rozruszania transportu kolejowego w województwie łódzkim nie są najgorsze choć jak widzimy na przywołanej sytuacji jest On klasycznym przykładem polityka w gorącej wodzie kąpanego.

Po drugie
Zastanawia mnie, dlaczego Pan marszałek, który, przypomnijmy jest też w części właścicielem Przewozów Regionalnych, nie dorzucił Złotego Biletu dla Zbigniewa Bródki właśnie na przejazdy Przewozami Regionalnymi, które na trasie Domaniewice - Łowicz w przeciwieństwie do rozpoczynających kursowanie dopiero 1 listopada składów ŁKA już kursują.
Dlaczego nasz złoty medalista ma czekać aż do listopada, skoro pociągi pozostające w gestii marszałka, już na tej trasie kursują.
Ano pewnie dlatego, że Przewozy Regionalne nie są aż tak uległe wobec woli marszałka i jego otoczenia.
I tu, trochę jak przysłowiowe szydło z worka, wychodzi realna potrzeba powołania lokalnej spółki przewozowej - czyli pełna zależność od władz samorządowych województwa.
Piękne Flirty3 w barwach ŁKA, nie tylko będą jeździć tak jak chce marszałek i tam gdzie chce marszałek, ale zapewne będą też wykonywać wszystkie inne polecenia, na które z politycznego punktu widzenia będzie w danej chwili zapotrzebowanie.
Pierwszy przykład z brzegu, że tak już się dzieje - pierwotnie pierwszą trasą na którą miały wyjechać składy ŁKA był kierunek właśnie do Łowicza, ale zmieniono go na Sieradz.
Ktoś może powiedzieć, że to dobra zmiana, bo na linii do Sieradza mieszka więcej ludzi.
W Urzędzie Marszałkowskim doskonale o tym wiedzą... tylko obawiam się, że z biurowca przy Piłsudskiego nie widać ludzi a potencjalnych zadowolonych wyborców.
A wybory coraz bliżej.

Podsumowując.
Idea Złotego Biletu bardzo fajna i ja ją oczywiście popieram.
Szkoda, że wykonanie trochę takie po łebkach, odsłaniające przy okazji totalne uzależnienie ŁKA.

czwartek, 14 listopada 2013

Dzisiejsza Polska jest niedołężnym cieciem.

Starłem się na Twitterze z Jarosławem, wróć, Łukaszem Warzechą (lata przyzwyczajenia z byłej pracy) i jego wiernym fan-clubem o... tęczę.
Która to tęcza urasta do miana symbolu Marszu Niepodległości, a fakt jej spalenia jest powodem do dumy na prawej stronie sceny politycznej.
Nie chciałbym ironizować, że dziadowie tych rzekomych patriotów w kominiarkach to chociaż zaborców bili a ich wnuki to się spaleniem tęczy jarają, bo... nie kopie się leżącego.
Z drugiej strony, nie mam zamiaru prowokować, bo III Rzesza też zaczynała się od niby błahych pożarów a jak się skończyła to wszyscy wiemy.

Chciałbym w tej notce zająć się czymś innym.
Kwestią społeczną tego czego jesteśmy świadkami.

W poprzedniej notce napisałem, że w naszym kraju nie istnieją więzi społeczne.
I to prawda, składa się na taki stan rzeczy bardzo wiele elementów, ale gdybym miał wyciągnąć wspólny ich mianownik, wskazałbym na społeczny egoizm w połączeniu z całkowitym brakiem oparcia obywateli w instytucjach Państwa.
Wynika to wprost z doktryny neoliberalnej, która sprowadza Państwo do roli nocnego stróża, który ma się w nic nie mieszać a jedyna jego rola to zagwarantowanie bezpieczeństwa temu co robią mieszkańcy.
Problem Polski polega dziś na tym, że ten stróż jest w najlepszym wypadku niedołężnym, pół-ślepym i ledwie słyszącym rencistą.
Jednym słowem jest takim "cieciem" - bardzo nie lubię tego słowa, ale ono idealnie określa to o czym mówię.
A czy widzieliście, żeby jakiś cieć cieszył się czyimkolwiek szacunkiem ?
A no właśnie.

Z tego ciecia się wszyscy robią sobie żarty, milcząca większość w najlepszym wypadku przejdzie nie wzruszywszy ramionami, ale zawsze znajdą się i tacy co chętnie go kopną, poniżą... bo przecież nie odda.

Przez analogię - Polskę też dziś mało który z jej obywateli szanuje.
Tyle tylko, że ten brak szacunku narasta.
I moim zdaniem jesteśmy tylko o włos od momentu w którym w kraju rozpoczną się rządy Edków z "Tanga" Mrożka.
Bo cham dziś rośnie w siłę, a jego siłą jest rosnąca słabość ciecia.
Ciecia chronicznie niedoinwestowanego, idącego na pasku polityków, układów czy grzęznącego w coraz bardziej zagmatwanym prawie i procedurach.

Co zatem dzieje się na tym naszym "narodowym parkingu"?
Udział w jakimkolwiek życiu społeczno-politycznym deklaruje około połowa obywateli.
Reszta pozostaje obojętna, ale i z tej udzielającej się połowy, większość zajęta jest głównie tym, by jakoś sobie radzić gdy Państwo ich opuściło.
Klasa polityczna, poprzez utrzymującą się od 6 lat u władzy jedną formację, mocno zmutowała i właściwie przypomina dziś coś na kształt nieudanego eksperymentu genetycznego całkowicie oderwanego od otaczającej go rzeczywistości.
Władza mocno też zdegenerowała ludzi ją sprawujących, a i im samym puściły już ostatnie hamulce wstydu w załatwianiu, kumoterstwie i kolesiostwie.
Wygłodniali (posad i przywilejów) politycy opozycji, którzy "poczuli krew" postanowili nie cofnąć się przed niczym, a wiadomo, że jak się nic nie ma, to dużo łatwiej przychodzi podpalanie rzeczywistości.
Swoje do tej układanki dołożyły też sprzęgnięte ze zwalczającymi się obozami politycznymi media, które ostatnimi czasy urządziły sobie najzwyklejszy rajd chamstwa połączony ze notorycznym sprawdzaniem, jak daleko można się posunąć.

Kibole wyhodowani na stadionach, wyszli z nich i rosnąc w siłę - proszę mi pokazać alternatywę dla młodych chłopaków z blokowiska z rodzin w których ojciec stracił pracę a matka haruje na cały dom po 13 godzin na dobę - niczym głodna szarańcza opanowywali kolejne tereny.
Prawie każda osiedlowa siłownia jest zajęta i de facto rządzona przez takie grupy.
Testosteron buzuje, pracy brak, zainteresowania, poza fizjologicznymi, nie występują, perspektyw żadnych.
Co taki, trzymając się już zapożyczenia z Mrożka, Edek ma do stracenia w życiu ?
Politycy to wyczuli, i niczym ajatollahowie naobiecywali im, może nie 72 dziewice, ale z pewnością dobra zabawę.
Wykreowali atmosferę 100% relatywizmu społecznego, możliwość pełzającej anarchii, która nie uznaje żadnych wyników wyborów a jednocześnie nakreśla dość jasno wrogów.
W tym świecie organów Państwa nie ma, bo rządzą nim jacyś dziwni ludzie, którzy zajmują te posady przez pomyłkę... więc de facto są oni okupantami. Trzeba z nimi walczyć.
Każdy kto nie z nami jest przeciw nam.

I nie ważne jakie masz poglądy, co chcesz osiągnąć w życiu, na czym Ci zależy, jeśli nie jesteś z NIMI automatycznie jesteś wrogiem.
A z wrogami się walczy.
Wrogów się zabija.
Ostatecznie można ich przepędzić zagranicę.
Ale miało być o więziach społecznych.
Czy jeszcze ktoś ma chęć je odbudowywać, by jakoś skleić pękniętą na pół Polskę.
Dziś jasno już widać, że nie.
Rozochoceni i podnieceni możliwością spalenia tęczy czy wyrwania kilku drzewek bandyci, umiejętnie sterowani przez polityków stają się brunatną siłą, która z nikim już nie chce rozmawiać.
Oni już doskonale wiedzą, że ten "cieć" dogorywa i nie warto z nim niczego negocjować, bo jeszcze kilka takich pokazów siły, a zastraszone społeczeństwo w imię spokoju zgodzi się na wszystko.
Tak samo było w latach 30-tych ubiegłego wieku w Niemczech.

Nie ma zatem na co czekać, nie pozwólmy Edkom dojść do władzy.
Przywróćmy w naszym społeczeństwie poczucie wstydu.
Pokazujmy ich twarze, ujawniajmy personalia i skazujmy na społeczny ostracyzm, począwszy od spraw błahych na ważnych kończąc.
Niech to się dzieje zarówno w przypadku bandytów jaki "białych kołnierzyków", którzy w zaciszu gabinetów rozdają karty.

W tym kraju jest potrzebna pozytywna społeczna mobilizacja, która wsparta głośnym wymaganiem od władz stanowczości, na nowo da nam wszystkim nadzieję, bo inaczej, zatłuką nam naszego ciecia, nocnego stróża, i nikt już nas wtedy nie obroni.

wtorek, 12 listopada 2013

11.11 czyli może najwyższa już pora "bić kurwy i złodziei, mości hrabio"

Taka tam refleksja po wydarzeniach 11 listopada 2013... trochę suchar ale niestety ciągle aktualny :-(
Nasi pradziadowie walczyli z zaborcami.
Nasi dziadowie walczyli z Niemcami.
Nasi ojcowie walczyli z komuną
A nam pozostaje dziś tylko walka z gejami i nadwagą.
No i dziś, w Warszawie podczas Marszu Niepodległości, widzieliśmy do czego może doprowadzić nuda i nadmiar czasu.
Bandy osiłków, które nie załapały się do Warsaw Shore też próbują odebrać swoje 15 minut sławy w świetle reflektorów.
Ktoś im jednak to umożliwia, nawet gdy tylko biernie się przygląda.

Szkoła od dawna już nikogo nie wychowuje, rodzice zwykle zajęci zarabianiem jakichkolwiek pieniędzy też często nie mają na to czasu.
I żeby było jasne, ja nikogo nie chce teraz usprawiedliwiać, bo bandytów, a za takich uważam tych wszystkich którzy dziś demolowali Warszawę nie można i nie wolno usprawiedliwiać.
Ale czas przestać usprawiedliwiać samych siebie, że takie czasy teraz, że świat przyspieszył, i że każdy ma się martwić o siebie.

Więzi społeczne w naszym kraju właściwie nie istnieją - to co teraz dzieje się w Polsce łatwiej określić jako pełzającą wojnę domową niż opinię społeczną. Brakuje autorytetów, wszyscy nienawidzą wszystkich a politycy dolewają do tego ognia oliwy.
Niestety, trzeba powiedzieć sobie jasno - nasze Państwo w bardzo wielu aspektach zawodzi swoich obywateli, począwszy od opieki i edukacji na egzekwowaniu prawa kończąc.
I braki Państwa wczoraj widzieliśmy jak na dłoni.
Wycofane Państwo oddaje pole... no właśnie komu ?
Ekstremistom, którzy jakoś potrafią z roku na rok rosnąć w siłę.
Potrafią agitować kolejnych młodych ludzi, coraz lepiej się organizować i pokazywać swoją siłę.
Dziś podpalili tęczę i budkę przy ambasadzie, tylko budkę i tylko tęczę… do cholery czy naprawdę nikomu to niczego nie przypomina?

Podobno Polska to kraj, gdzie ciągle się żyje historią.
Szkoda, że jakoś umiemy tę historię tylko rozpamiętywać a nie wyciągać z niej żadnych nauk.
Przecież w latach 30-tych w Niemczech było podobnie.
Bezrobocie, kryzys… i nagle pojawili się ludzie, którzy przedstawiali proste recepty na rozwiązanie wszystkich tych problemów, jasno określali wroga i mówili co trzeba zrobić by było lepiej.

Gdyby migawki z warszawskiego Marszu Niepodległości, wystąpień i komentarzy polityków, naukowców i dziennikarzy prezentowane przez cały wieczór na kanałach informacyjnych pokazywać w wersji czarno-białej spokojnie „aktorów” dzisiejszych wydarzeń można by podpisywać tymi nazwiskami: Goebbels, Himmler, Schuschnigg, Chamberlain, nawet  Daladier i Beneš by się znaleźli.
Doborowa obsada.
Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.
                                                                              Karol Marks